Stwierdziłam, że pisanie bloga warto zacząć od krótkiego wstępu i przedstawienia się. Wstęp napisał Wojtek, ja się przedstawię, ale od tej muzycznej strony. Postanowiłam wyruszyć na muzyczną podróż po swoim dotychczasowym życiu, w którym było parę oddzielnych etapów, które da się łatwo oddzielić. Oczywiście nie było tak, że słuchałam tylko i wyłącznie tego o czym piszę. Zawsze starałam się być mniej więcej na tak zwanym czasie. Słuchałam masy różnych rzeczy. Mniejsza z tym, zaczynamy
1. Dziecięce zabawy
Tak. Piękne czasy. Zabawy lalkami Barbie, klockami Lego, budowanie baz i marzenia o dorosłym życiu. Chciałam być piosenkarką. Nie byle jaką bo Britney Spears. Niestety w zabawach zawsze była zaklepana i musiałam śpiewać do szczotki jako J.Lo. Czas był okrutny, tak samo jak rzeczywistość. Z wiekiem odkryłam, że z mojej kariery nici, nikt nie docenił mojego głosu. Nawet ja
.
2."Mrok"
Taaaa. Mroczne czasy podstawówki. Wszyscy moi znajomi, którzy już wyrośli z Ich Troje, zaczęli słuchać Eski, która wtedy puszczała prawdziwe hity jak JedenOsiemL czy jak to się pisało. Ja zaczęłam słuchać zespołu Evanescence, który towarzyszył mi mniej więcej do końca podstawówki, czyli jakieś 2 lata. Zasłuchiwałam się w tekstach o samotności z brzdąkającymi łańcuchami i odgłosami burzy w tle, roztrząsając podstawówkowe dramaty i zawzięcie tłumacząc teksty. Bardzo możliwe, że to im zawdzięczam swoje postępy w nauce angielskiego haha.
3. Straight edge xxx
Po erze mroku, nadszedł czas emo, który stosunkowo szybko przerodził się w fascynacjęhardcore punkiem. Zawdzięczam to swojemu starszemu bratu, który zabierał mnie na koncerty. Swoją drogą musiałam tam zabawnie wyglądać. Byłam tam pewnie najmłodsza i na dodatek dziewczyną. No, ale dzielnie chodziłam, byłam straight edge czego nikt nie rozumiał. Miałam pewien problem w wyborze jednego kawałka, który byłby odpowiedni do tej części bo słuchałam naprawdę różnych rzeczy od polskiego oldskulowego hc po amerykański post hc. Mogłabym wstawić coś Regresu, coś Have Heart czy Ruinera, czy jakiś klasyk od Minor Threat, ale wstawię coś na co akurat mam ochotę.W gruncie rzeczy nie słucham już tego na co dzień, ale nadal lubię sobie czasem włączyć.
4. Brytyjski akcent
Mniej więcej w tym czasie kiedy słuchałam hc, nastąpił wysyp zespołów indie rockowych czy brit rockowych/popowych. Ich też słuchałam i to nawet sporo. Lekkie i przyjemne. Zawsze mi tylko było trochę szkoda, że jakoś nie podpasowało mi The Arctic Monkeys. Jakoś nigdy nie zrozumiałam szału. Niby fajnie, ale nic specjalnego.
5. Bity i najki
Po kilku latach poruszania się głównie w okolicach hc nastąpił kompletny przewrót w moich plejlistach. Nie pamiętam dokładnie czemu. Zaczęło się to jakoś w połowie liceum. Nagle odkryłam hiphop. Polski i zagraniczny. Zwykłe rapsy, ale zaczęło mnie interesować też rnb czy soul. Wcześniej w odkrywaniu muzyki pomagał mi brat podrzucając co jakiś czas jakiś nowy fajny zespół. Tutaj wpadłam w pełne euforii poszukiwania coraz to nowych dźwięków. Narazie, jest to ostatnio etap, który mogę zdecydowanie oddzielić. Teraz słucham wszystkiego od hiphopu, przez rnb, soul do elektroniki, dubstepu czasem jakieś indie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz